Zakopane

Postanowiłam wybrać się sama do Zakopanego. Nie dość, że nigdy tam nie byłam, to jeszcze pierwszy raz w życiu sama i to była moja najlepsza w życiu decyzja.

Koleżanka poradziła mi, żebym zakwaterowanie znalazła tam na miejscu. Tak też zrobiłam. Na stacji z Zakopanym było mnóstwo górali, którzy szukali turystów na pokój. Wybrałam bardzo sympatycznego górala z Muzasichle, parę kilometrów od Zakopanego. Zawiózł mnie samochodem do chaty. Tam zostawiłam rzeczy.

Pierwszy dzień spędziłam w mieście, by je dobrze poznać. Pod wieczór miałam całe miasto nie mal w jednym paluszku. Pod wieczór ledwo się poruszałam. Nie codziennym dla mnie widokiem było oglądanie ze wszystkich stron gór. Przed odjazdem do chaty wybrałam się kolejką wysokogórską na Giewont, tam przespałam się godzinkę, poszwendałam się przez chwilę. Aha, zjechałam w dół sankami po torze. Tak to się chyba nazywa. O 8 wieczór góral zabrał mnie do chaty. Tam poznałam miłych dwóch chłopaków koło trzydziestki z Torunia.

We wtorek rano (w drugi dzień) poznałam kobietę po czterdziestce, która była tam od czwartku z synem 16-letnim. Bardzo się zaprzyjaźniłyśmy. Okazało się, że jest bardzo nieśmiała i ma swoje problemy, opowiedziałam jej o swoich i tak zaczęła się nasza przyjaźń. Później dołączyli się do nas chłopaki i… od tej pory spędziliśmy w czwórkę cały dzień na rozmowach, spacerze, robieniu wspólnego obiadu. To nas bardzo do siebie zbliżyło. Pogoda i tak nie dopisywała.

W środę następnego dnia, wybrałam się z nowo poznaną koleżanką do Morskiego Oka. W połowie drogi zrezygnowała, nie miała siły iść dalej, więc pozostałą część drogi pokonałam sama, dodatkowo weszła jeszcze wyżej do Czarnego Stawu, której droga kierowała się stromo w górę. Widoki były nie przeciętne. Warte tych trudów.

O 19 byłam już w domu. Niestety, chłopaki już wracali do domu. Trochę będę za nimi tęsknić, bo bardzo dobrze się nam rozmawiało. Jutro ma mnie opuścić koleżanka. Spędziliśmy jeszcze we własnym towarzystwie 3 godziny zanim wyjechali.

Uważam, że warto było jechać, te osoby to przeznaczenie. Koleżanka z podobnymi do mnie problemami, stała się dla mnie bardzo bliska. Też starała się i dalej stara się wyrwać spod dominacji matki, która do niej nie była sprawiedliwa. Jeden z chłopaków jest psychologiem i pokazał mi, że psycholodzy mogą pomagać ludziom, i że nie wszyscy są konowałami (miałam pod tym względem złe doświadczenia z autopsji i wśród znajomych), drugi chłopak, jego przyjaciel, nauczyciel w szkole podstawowej, wydawał mi się osobą z powołania, który chce, by dzieciaki angażowały się w naukę, sprawiedliwy, o silnej osobowości. Wszyscy wydawali mi się ważnymi osobami w moim życiu. Nigdy nie wiesz kogo spotkasz, jaka przygoda cię spotka. Warte każdej świeczki.

W czwartek odprowadziłam koleżankę na pks, o 11 wyjechała, a ja wybrałam się na spływ Dunajcem. Przez chwilę zapomniałam o smutku, gdy ostatnia osoba mi bliska odjechała. Na spływ wybrałam się z ulicy, z łapanki. Oczywiście super trafiłam. Młody, przystojny góral (niestety zajęty) zabrał nas swoim busem na miejsce, z którego mieliśmy płynąć w dół rzeki. Spływ wśród gór daje niezapomniane chwile, pogoda dopisywała, tylko delikatny, ciepły wiaterek smagał twarz. Słońce grzało, ale nad wodą nie było to zbyt mocno odczuwalne. Zapach cudownej zieleni w pełnym rozkwicie. Szkoda, że nie można tego zabrać do domu. Z tej wyprawy kupiłam tylko sztuczną figurkę kota czarnego z białą mordą.

W piątek, ostatniego dnia, nie miałam już chęci niczego planować. Nudziłam się, nie chciało mi się po górach chodzić, więc wybrałam się do miasta, które już tak dobrze znałam. W końcu znalazłam uliczkę, którą podążałam pod samą górę, tam okazało się, że prowadzą tam szlaki w różne strony. Wybrałam tą, która niezbyt oddalała się od miasta. Dotarłam do jaskini zwanej Dziura. Rzeczywiście była to olbrzymich rozmiarów dziura w skale. Nie miałam latarki, więc nie wchodziłam za daleko. Wróciłam do miasta, potem do Murzasichle. Długo tej nazwy nie mogłam zapamiętać, nie mówiąc, że ją nie raz przekręcałam. Wieczorem poznałam kolejną osobę, miłą. Kobieta też była sama, jak ja. Smutno jej było, że wyjeżdżam jeszcze tego samego dnia, zdążyła się już ze mną zaprzyjaźnić. To dziwne, że ledwo się ludzi poznaje, a już za sobą tęsknimy.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Podróże i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s